Mam ładny pyszczek. Mam to brać jako komplement? Powiedzmy, że tak, ale
taki facet tak się zwracać do szesnastolatki? A po za tym po co mi się
pyta czy jestem pierwszy raz? Czy tak trudno się tego domyśleć? Cóż...
zaczął tłumaczyć mi wszystko po kolei. To jest tam, a tam to tam. Aha,
dobra, rozumiem. Jednak wciąż nie wiem gdzie ten cały pałac. I nawet nie
zorientowałam się kiedy wziął mi mieszek. No dobra. Będzie trzeba
posłuchać jego rad. Wzięłam od niego moje monety. Tanith chciał się
tłumaczyć dalej, a to skończyłoby się na rozbawieniu mnie. Od zawsze
rozbawiali mnie tacy ludzie. W końcu jednak musiałabym się dowiedzieć
gdzie jest pałac. Całą drogę ładnie mi wytłumaczył i zniknął.
Westchnęłam. Jak dobrze, że się na niego natknęłam. Chociaż nie, wróć. To
nie jest dobrze. Co jak co, ale wydawało mi się, że mnie podrywa. Chyba
nawet nie zdaje sobie sprawy z tego ile mam lat. Pełnoletnia nie jestem.
Ruszyłam w stronę świątyni. Kiedy byłam niedaleko zatrzymałam się.
Teraz na południe. Rozejrzałam się dookoła. Zerknęłam na niebo.
Zmarszczyłam brwi i ruszyłam na południe. Wkrótce dogonił mnie Tanith.
Spojrzałam na niego. Razem brnęliśmy w ciszy pod górę. Chcę mieć to
wszystko za sobą.
<Tanith? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz