czwartek, 25 września 2014

Od Carricka (do Tanith'a)

Wyprostowałem się rozciągając zbolałe z tajemniczego dla mnie powodu mięśnie. Ledwo powstrzymałem syk, gdy zbytnio naciągnąłem skórę głowy, a właściwie karku pochylając się do przodu.
W sumie gdyby nie polepiony krwią materiał chustki, pozlepiane posoką i błotem włosy, dawno bym zapomniał, podobnie jak o pieruńskim bólu czaszki, a właściwie głowy. Nabrałem śliny ile tylko mogłem w zaschniętych ustach i obśliniłem prowizoryczny okład no bo umówmy się nie mogę tam się wylizać bo i jak miał bym tego dokonać, choć ten ruch przyniósł by mi znacznie większe efekty niż nasączona ścierka, która teraz nie nadawała się już do niczego innego jak przemywanie mojej rany.
Spojrzałem raz jeszcze w stronę splecionych ze sobą łapkami maluchów i Tanith’a, który był w ten obrazek wpatrzony jak w lustro.
- Jeśli już ktoś się tu powinien przespać to ty. I owszem nie każdy przychodzi sobie od tak i ukróca żywot mężczyzny, który gówno w życiu miał za cel, poza znęcaniem się nad dziećmi i poszerzania swojego osobistego grona dup w okolicy, a zaraz potem odbiera poród… Ale jeśli człowiek, czy też coś co jest dla mnie zagadką, to mimo wszystko odpoczynek się należy. - Uśmiechnął się słabo, ja sam nie mógłbym zasnąć w tej chwili za żadne skarby czy jakiegokolwiek koloru kamyki tego świata. Nie, na pewno nie chodzi mi o to, że przyśnią mi się koszmary, bo i z czego miały się śnić? Miałem po prostu, a przynajmniej tak myślę, coś ważnego do załatwienia… Ale to potem. Podniosłem się z jękiem i zaraz zakręciło mi się przed oczyma więc powędrowałem dłonią do oparcia krzesła.
- Hmm.. Ty za to wyglądasz gorzej niż po piwsku…- Zamruczał Tanith wtulony w pościel na wyrku tuż obok maleństw, mrużył lekko podkrążone oczy i przypatrywał się moim ruchom.
- No dzięki… ciekawe jak ty byś wyglądał zmieszany z błotem - Prychnąłem poprawiając się w postawie i w miarę pewnie stając na nogach, przecież dziewiętnastolatkowi nie przystoi się tak zataczać.
- Ja? Równie przystojnie co teraz! A co? Zazdrościsz uroku? - Zaszczebiotał trzepocząc rzęsami, no proszę jaki narcyz. W sumie dobrze warto znać swą cenne. Ledwo powstrzymałem się od śmiechu gdy jedna z dziewczynek lekko kopnęła Tanich’ a w policzek.
- No proszę już ratują umniejszaną godność braciszka! Cudeńka małe. - Zostałem obdarzony obrażonym spojrzeniem, ale zaraz potem masując policzek wyszczerzył się. Takie ciosy to dla niego chyba sama przyjemność.
- A są jakieś pomysły na imiona dla małych paskudaków? - Mówiąc to oddał jednej z zawiniątek dźgnięciem w brzuszek na co ta pisnęła z niezadowolenia chyba nie miała zamiaru już spać, bo patrzyła po pomieszczeniu wyjątkowo mądrymi ciemnymi oczkami. Troszkę też rumiana choć to trudno stwierdzić, bo obie były wciąż bardzo różowawe, czy też czerwone. Mimo wszytko równie urocze jak każde małe stworzonko.
- Nie szczególnie, a co chodzi ci coś po głowie  - Nie odpowiedział tylko siłował się z dość mocną jak na tak małego berbecia nóżką, ale gdy w końcu do niego dotarło, że czekam na odpowiedz i w ogóle zadałem pytanie, oczka mu rozbłysły. Znowu, coś czuje, że teraz będzie łatwo o ekstazy.
- Pytasz się mnie o zdanie? - Zupełnie jakby nie dowierzał temu, co słyszał, uniosłem jedną brew i lekko przytaknąłem, aż dziw ile to człowiek ma mięśni w twarzy z których teraz każde czułem z dokładnością do miliona.
- Irulana, co powiesz? Dla tej wiercącej się o tu. - Uśmiechną się biorąc szamoczące się niemowlę w ramiona.
- A dla spokojnego śpiocha... Majra. - Rozmarzył się wstając, chyba nie miał zamiaru spać, czy nawet przymknąć jednej powieki, dzieciaki zbytnio zajmowały jego makówkę.
Naprawdę takie szkraby były dla niego oczkiem w głowie... Aż szkoda, że to nie może być i owoc jego starań z inną ukochaną przez niego kobietą.
Tylko czemu gdy o tym myślę jest mi jakoś tak dziwnie, nieswojo, gdybym tylko mógł krzyczeć zacząłbym w właśnie takim momencie. Zupełnie jakbym próbował gdzieś się wyrwać... Nie naprawdę nie wiem jak to powiedzieć.
- Nie myślałeś długo... Dużo masz takich imion w zanadrzu? - Spytałem, ale tym razem trochę ciszej bo usłyszałem westchnienie powoli rozbudzającej się matki.
- Wiesz kiedy jest ci coś nie pisane, a wręcz odległe to czasem dość często się myśli "co by było gdyby..." I tak się rodzą rozmaite koncepcje. - Nie spojrzał na mnie był zajęty ściskaniem wyciągniętych rączek dziewczynki, która badała świat z ciekawością. Mam być zazdrosny, że właśnie przegrywam dziesięć do jednego z kobietą? No tak też mógłbym usnąć.
- Carrick? - Usłyszałem nagle za sobą słaby głos matki, a może nie tyle słaby co jękiem i rozespany. Obróciłem się więc do siedzącej na łóżku kobiety, która również trzymała dziecko w ramionach. W sumie trudno mi uwierzyć w to, że jestem najstarszy... Naprawdę dziwne uczucie, jednak też niejasne wrażenie, że uda mi się zwinnie ominąć błędy, które popełnili moi poprzednicy, a właściwie już je ominąłem.
- Nie powinnaś jeszcze leżeć? Przecież....
- Nie mam na to siły. - Przerwała mi szybko i stanowczo kończąc temat, zależało jej by ta rozmowa dotyczyła wyraźnie innego.
- Czy oni? - Sypała krótko patrząc w okno, nie pamiętała. Była przecież wtedy na skraju omdlenia, jej uwaga skupiła się na tym by urodzić zdrowe dzieci bez większych problemów.
I dopięła swego, teraz jednak przyszedł czas na pytania.
Spojrzała zmieszana w stronę Tanith'a zajętego zabawianiem wiecznie ruchliwego niemowlaka, który dobrał się do jego kolczyka. Mimo to niespodziewanie uśmiechnęła się zupełnie szczerze, było to na tyle szokujące i przyciągające uwagę, że nawet obydwie sztuki wiecznie ruchliwych stworzeń - Tak w tym Tanith, zwróciło na nią uwagę.
- Dziękuje, choć to dziwne, bo nawet cię nie znam i nie wiem ile prawdy w tym, że stoi przede mną mój syn, jedyny pozostały mi przy życiu syn, a moje kajdany... Znikły. - Poczęła mamrotać półgłosem przeraziła mnie, od razu zwróciłem się do rudzielca, który uspokoił mnie ruchem dłoni z której jeden palec był uwięziony w pyszczku maleństwa.
- Naprawdę nie mam pojęcia jak się odwdzięczę, panie...
- Tanith, ten tu to Tanith. - Wyjaśniłem prosto i w ostatnich chwili powstrzymując się przed podrapaniem w głowę, to by był zdecydowanie zły pomysł.
- Gdzie ty na tym świecie potrafisz znaleźć tak wspaniałych ludzi? - Ciągnęła dalej wpatrzona w mężczyznę jak w obrazek. Wzdrygnąłem się.
Proszę niech choć matka nie postrada dla niego zmysłów! Gdy tak biłem się z myślami usłyszałem chichot, teraz mama patrzyła na mnie dusząc śmiech dłonią.
Chyba się zaczerwieniłem więc po prostu z westchnieniem z przymkniętymi oczyma by uniknąć rozproszenia zebrałem się w sobie do odpowiedzi.
- Jak mam być szczery to sam mnie znalazł, a raczej zawartość mojej kieszeni. - Matka uniosła jedną brew i zmrużyła oczy dziurkując spojrzeniem Tanith'a.
- Łączy was... Zawartość spodni? - Wydukała trawiąc słowo po słowie.
Nie musiałem patrzeć na niego by wiedzieć, że na jego twarzy zagościł ten specyficzny uśmiech, po prostu opuściłem głowę.
- To trochę dziwne, ale jak się zastanowić to jest to najprawdziwsza prawda. - Prychnąłem słysząc kolejny śmiech, niby to spowodowany dziwną minką Irulan. Nie jestem ślepy i nic nie widzę.
- Oł... - Westchnęła poprawiając się na łóżku, chyba nie do końca takich wieści spodziewała się matka od syna po prawie rocznej nieobecność, mógłby chociaż poznać jakąś kobietę, a jednak stało się coś jakby odwrotnie, w dodatku jest psem, ale to szczegół.
Nie usłyszałem nic dalej, uniosłem więc łebek, matka nie leżała już w łóżku kroczyła natomiast w stronę Tanith'a z niezidentyfikowaną miną po czy stanęła i go pocałowała jakby nigdy nic.
- To musi wystarczyć, jak chyba zresztą widać bogaci to my nie jesteśmy. Nie obchodzi mnie też co sądzisz o causach od starszych kobiet, a teraz Carrick, ty może też byś się jakoś wysilił? - Mówiąc to obróciła się do mnie z gestem założonych rąk na piersi, nigdy nie widziałem u niej takiego gestu, prośby zawsze były obojętne, nigdy nie było braku sprzeciwu.
Rudzielec zaś świetnie się bawił w tej sytuacji i tylko posłał mi zachęcające cmoknięcie.
Jego oczy mówiły jedno: "To nie ma się skończyć mokrym cmoknięciem, żądam języczka! To za wybawienie rodzinki! Języczki mogą być wręcz codziennie!"
Bez protestu, ale z lekkim westchnieniem podszedłem do tego całego zgromadzenia po czym wziąłem na ręce od Tanith'a moją siostrę, trzymałem ją po raz pierwszy, a ona wlepili we mnie swoje ślepka z nieukrywanym zainteresowaniem.
- No hej. - Uśmiechnąłem się do Irulan, a ona wyciągnęła łapki do moich ust.
- Ej! To moja kolejka i mój kochaś, znajdź se innego! Zresztą... Dla takiej panienki to za wcześnie. - Oburzył się widząc te scenkę i odebrał mi dziewczynkę kładąc ją obok jej bliźniaczki po czy obracając się z otwartymi ramionami.
- Żądam nagrody pełnej namiętnej wdzięczność, dajesz piesełku! - Pochwycił mój podbródek i patrząc mi prosto w oczy przyciągnął do siebie, no i tak oto moja matka dostała dokładniejszą odpowiedź dotyczącą tego co też nas łączy. Ja jednak już sam nie widziałem jak bardzo jestem zwykłą zabawką w rękach Tanith'a. Bałem się tego, że jedynie robię sobie nadzieje.
Niby coś tak banalnie prostego z prostego punktu widzenia, a tak odległe od siebie światy jak nie coś więcej. W końcu jestem tylko zwykłym pupilkiem dobijającym się ze wszystkich możliwych stron do domu pana.

<Tanith?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz