środa, 24 grudnia 2014

Od Narishy (do Wielkiego Mędrca)

Po otrzymaniu wezwania i narady u króla opuściłam miasto i postanowiłam zamieszkać w pobliskim lesie. Jako częściowo Kargijka lubiłam przebywać blisko natury, choć Zarikanka we mnie wolała zostać w mieście, wśród innych. Mój ojciec nauczył mnie jak budować domy, ale zamiast tego wolałam szałas w głębi lasu. Było to przede wszystkim mniej pracochłonne. Postanowiłam zbudować schronienie w miejscu, gdzie nikt go nie znajdzie. Z dala od ścieżek, tak, bym tylko ja mogła znaleźć drogę. Wzięłam się od razu do pracy. Wpierw zaczęłam szukać odpowiedniego miejsca na szałas. 
Po dwugodzinnym poszukiwaniu znalazłam odpowiednią niszę, w pobliżu strumyczka, płynącego krętą wstęgą przez las.
Przy budowie wykorzystałam swoje zdolności. Spojrzałam na skończoną konstrukcję, zadowolona z efektu. Usiadłam zadowolona ze swojej pracy i spojrzałam w niebo.
- Pora, by kogoś poznać, czyż nie mam racji? - spytałam samą siebie.
Ruszyłam w stronę miasta w celu poznania kogoś i może dowiedzenia się o życiu mieszkańców Yrs. Ciekawiło mnie jak oni mogli żyć odgrodzeni od natury? Dlaczego zbudowali ten mur? Dlaczego inne rasy traktują mieszańców jakby byli nic niewarci? Miałam tyle pytań, a nie wiedziałam kto może na nie odpowiedzieć. 
Gdy przekroczyłam bramę od razu oszołomił mnie nadmiar informacji z otoczenie, mnogość domów, straganów i wielu ludzi spieszących się gdzieś. Wszystko było pięknie urządzone, ale nic mi nie zastąpi lasu i jego ciszy. Miejsc gdzie mogę wsłuchać się w szum drzew i różne odgłosy zwierząt. Nie rozumiałam dlaczego ci ludzie odgrodzili się od natury i jej dobrodziejstw. 
Nagle wpadłam na kogoś, a gdy spojrzałam na tą osobę okazało się, że to mała dziewczynka.
- Przepraszam cię, ale jestem tu nowa i zbytnio się nie orientuję co i jak. Nazywam się Narisha, a ty? - spytałam z uśmiechem. 
Dziewczynka przez chwilę się wahała, ale odpowiedziała również uśmiechem.
- Jestem Shishuo, może ci pomóc? - spytała - Gdzie mieszkasz?
- W lesie Shishuo, a ty jeśli wolno mi wiedzieć, dlaczego chodzisz sama po tak wielkim mieście? - spytałam trochę zaniepokojona. W końcu dziecko było bez opieki.
Mała wyglądał na jedenaście, dwanaście lat, nie więcej, może i była dość samodzielna, ale jednak w takim miejscu ktoś powinien ją mieć na oku.
- Tak, a pani naprawdę mieszka w lesie? - spytała zaciekawiona Shishuo.
Spojrzałam z uśmiechem na ustach i pokiwałam głową twierdząco, a dziewczynka zaczęła mi zadawać pytania. Zaśmiałam się szczerze, była tak samo jak ja, ciekawa tego miejsca, co ona mojego.
- Spokojnie, jest już późno, wracaj Shishuo do domu, bo na pewno się martwią o ciebie - odparłam.
Dziewczynka zwlekała z tym, widać, że chciała uzyskać odpowiedź na swoje pytania.
- Niech już będzie, odpowiem na kilka twoich pytań - powiedziałam.
Dziewczynka pomyślała przez chwilę.
- Dlaczego mieszkasz w lesie?
- Ponieważ nie lubię zbytnio zabudowanych terenów i zatłoczonych miejsc.
- Czy w lesie jest strasznie w nocy?
Dlaczego o to pyta?
- Nie jest, ale mimo wszystko nie włócz się, dobrze?
- Dobrze - odparła.
Widać było, że chciała zadać jeszcze kilka pytań, ale ktoś ją zawołał i musiała iść. Przed odejściem poprosiła mnie, abym, przy następnym spotkaniu, opowiedziała jej więcej na temat mieszkania w lesie, przystałam na to. Miła i strasznie ciekawska z niej dziewuszka. Po spokojny marszu dotarłam do mojego szałasu.

Obudziłam się, gdy niebo przeszyły pierwsze promienie słońca. Poszłam nad strumyk i tam przemyłam twarz i odetchnęłam pełną piersią. Zaczęłam pod nosem nucić jakąś melodię podczas gdy zbierałam różne leśne owoce, żeby je zjeść. Po wykonaniu naturalnych potrzeb mojego organizmu postanowiłam się zając Negre. Zagwizdałam, a mój rumak natychmiast się zjawił. Dosiadłam go i udałam się na przejażdżkę po lesie. Po drodze spotkałam starca, więc zsiadłam z konia i podeszłam do niego.
- Witaj, jestem Narisha, a pan?
- Jestem Faun, ale wszyscy znają mnie pod imieniem Wielkiego Mędrca.
- Miło cię poznać Wielki Mędrcze - powiedziałam.
Zamyśliłam się na chwilę.
Staruszek przyglądał mi się z zaciekawieniem po jakimś czasie to zauważyłam. 
- Przepraszam, czy coś się stało? - spytałam trochę zdezorientowana.
- Trudno określić jakiej rasy jesteś moja droga - odparł z tajemniczym uśmiechem.
Coś mi podpowiadało, że on wie, ale być może chciał to usłyszeć ode mnie. Nie rozumiałam jego postępowania.
- Dlaczego tak uważasz?
- Twoje oczy są zielone jak u Kargijczyków, ale włosy masz czerwone jak Zarik. - oznajmił mi.
- Wiem, moja matka jest Kargijką, a ojciec Zarikiem, ale trudno określić kim jestem bardziej. Mam cechy obu. Rodzice wychowali mnie na tradycjach i obyczajach obydwóch ras, a dlaczego pan pyta mnie o to? - spytałam i dodałam szybko - Dlaczego mieszkańcy Yrs odgrodzili się murem od natury? Dlaczego ludzie tak nienawidzą mieszańców? A dlaczego... - i tu mi Wielki Mędrzec przerwał z uśmiechem.
- Wszystko po kolei moja droga...

 <Wielki Mędrcze?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz